10 pytań o szczepienia na pneumokoki. (Wywiad)

10 pytań o szczepienia na pneumokoki. (Wywiad)

Poniżej wywiad ze mną, który ukazał się na portalu naTemat w dniu 20.01.2017 r. 

Co to są pneumokoki i dlaczego mogą być groźne?

Pneumokoki to powszechna nazwa bakterii Streptococcus pneumoniae.  Są to bakterie tlenowe należące do paciorkowców. Najczęściej osiedlają się w nozdrzach oraz gardle. Często powodują infekcje dróg oddechowych: uszu i zatok. Są bardzo groźne, gdyż mogą powodować zapalenie płuc oraz inne infekcje takie jak zapalenie opon mózgowo-rdzeniowych, zapalenie stawówosierdzia, szpiku i wiele innych. Mogą być przyczyną sepsy. Należą do najczęstszych przyczyn zakażeń bakteryjnych u dzieci. Niektóre z tych zakażeń mogą prowadzić do zgonu.

 

Czy to, że występują powszechnie jest argumentem za tym, że nie trzeba szczepić?

Na choroby wywołane przez te bakterie w Polsce choruje 1 na 2200-5200 dzieci do 2 roku życia. Mamy blisko 500 ciężkich zachorowań rocznie. Moim zdaniem liczba ta jest zdecydowanie wyższa, gdyż wiele zachorowań nie jest prawidłowo identyfikowanych. Przodują serotypy 14, 19A, 6B (dzieci). U dorosłych przodują z kolei serotypy 3, 14 i 19 A. Powszechność występowania pneumokoków jest zdecydowanym argumentem za szczepieniami. Kontakt z tą bakterią jest zwyczajnie nieunikniony. Rzeczywiście, występują one bardzo powszechnie kolonizując nasze drogi oddechowe. Maluch będący nosicielem nie choruje do czasu, aż nie dojdzie do spadku odporności w wyniku np. osłabienia organizmu. Szczepienie chroni przed chorobami w takich właśnie sytuacjach i jest jedyną skuteczną metodą zapobiegawczą.

 

Czy to prawda, że zaszczepione dzieci rzadziej chorują, na to co my zwykle nazywamy przeziębieniem?

Warto jasno podkreślić, że głównym celem szczepienia jest ochrona przed inwazyjną chorobą pneumokokową. Blisko 90 % dzieci po kompletnym szczepieniu nie zachoruje na inwazyjną chorobę pneuomokową. Dodatkowo, od 30 do 45 % zaszczepionych nie zachoruje na przewlekłe zapalenie ucha środkowego, a co piąty nie zachoruje na ciężkie zapalenia płuc. Z czasem, w wyniku obowiązkowych szczepień – podobnie jak w innych krajach – efektem będzie ochrona przed nosicielstwem, co dodatkowo zapobiega szerzeniu się zakażenia.

 

 

Jakie są dostępne szczepionki przeciwko pneumokokom. Czy któreś z nich są lepsze albo gorsze, bezpieczniejsze lub mniej bezpieczne?

Zacznę od tematu bezpieczeństwa, bo to bardzo istotne w obliczu ostatnich zarzutów jakie kieruje się pod adresem producentów szczepionek. Szczepionki pneumokokowe nie powodują poważnych problemów zdrowotnych. Są od lat stosowane w wielu krajach (np. w USA). Reakcje niepożądane nie są poważne i są to z reguły łagodne odczyny poszczepienne.

W naszym kraju dostępne są dwa rodzaje szczepionek: szczepionki skoniugowane (10-walentne – refundowane bezpłatnie od tego roku oraz 13-walentne- komercyjne), oraz szczepionki polisacharydowe. Szczepionki skoniugowane dają trwalszą odporność i są stosowane u dzieci od ukończenia 6. tygodnia życia. Stymulują niedojrzały jeszcze układ odpornościowy. Zdecydowanie szczepionki 13-walentne są lepsze. Zwyczajnie chronią przed większą ilością typów pneumokoków. Szczepionki polisacharydowe są z kolei stosowane  przede wszystkim u osób (zarówno dorosłych jak i dzieci >2.r.ż) chorujących z powodu niedoborów odporności lub np. po usunięciu śledziony. Dają szerszą ochronę, ale na krócej, stąd stanowią uzupełnienie ochrony przed pneumokokami, po wcześniejszym podaniu szczepionki skoniugowanej.

 

Jakiego rodzaju powikłania mogą pojawić się po tym szczepieniu i kiedy, tak naprawdę, trzeba się martwić?

Tak jak wspomniałem wyżej. Szczepionki te są bezpieczne i powikłania są naprawdę rzadkie i niewielkie. Z reguły są to łagodne odczyny poszczepienne. Cięższe reakcje niepożądane, takie jak nacieki czy odczyny miejscowe, zdarzają się rzadko. Po szczepionce polisacharydowej opisywano ciężkie reakcje ogólne (anafilaksja), ale miało to miejsce niezwykle rzadko.

 

Co ma wspólnego szczepienie najmłodszych przeciw pneumokokom ze zdrowiem dziadków?

Dzieci mają niedojrzały układ odpornościowy. W przypadku osłabienia odporności padają ofiarą pneumokoków. U seniorów z kolei układ staje się upośledzony z wiekiem. Obie te grupy są bardzo narażone na infekcje pneumokokowe. Ponadto, grupą niezwykle narażaną są osoby z tzw. grup ryzyka, m.in. chorujące na przewlekłe choroby płuc, serca, nerek, układu immunologicznego, czy na choroby metaboliczne takie jak np. cukrzyca.

 

A może tylko dziadków wystarczyłoby zaszczepić?

Zapadalność na choroby wywołane przez pneumokoki – jak wspomniano wyżej – jest największa u niemowląt i dzieci do 5 roku życia (szczególnie do 2 roku życia). Ale również u osób z grup ryzyka (narażenie ze względu na stan zdrowia na infekcje pneumkokowe) oraz u osób powyżej 50 r.ż (PSO 2017) Zaszczepienie dziadka ma zatem sens, ale wnuczek dalej będzie nosicielem pneumokoków i w przypadku spadku odporności, czy to dziadka, czy wnuczka, oboje mogą zachorować. Stąd niezbędne jest szczepienie obu tych grup.

 

Co grozi dziadkowi, który „złapie” infekcję pneumokokową od wnuczka?

Wszystkie te infekcje, które wymieniliśmy na początku. Najbardziej boimy się inwazyjnej choroby pneumokokowej (sepsa, zapalenie opon mózgowo-rdzeniowych), która może prowadzić do zgonu.

 

Czy wprowadzenie tych szczepień do kalendarza było, Pana zdaniem, dobra decyzją?

Wg statystyk, zanim wprowadzono obowiązkowe szczepienia niemowląt i dzieci przeciwko pneumokokom w USA, patogeny te były przyczyną 40 000 zgonów. Jest to największa liczba ze wszystkich chorób bakteryjnych, którym można zapobiec dzięki szczepieniu! Można było zapobiec tym zgonom. Zatem uważam, że to bardzo dobra decyzja. Szkoda, że refundowane są szczepionki 10-walentne, a nie 13-walentne. Równie potrzebna jest szczepionka przeciwko meningokokom. Chciałbym przy okazji dodać, że do czasu wprowadzenia do kalendarza szczepień obowiązkowych szczepienia przeciwko pneumokokom, bardzo bulwersował mnie fakt, w jaki sposób firmy farmaceutyczne komunikowały promocję szczepionek przeciwko pneumokokom. Nareszcie nie będzie już konieczne straszenie rodziców w takiej formie, w jakiej to obserwowaliśmy podczas kampanii promującej szczepionkę.

 

Jakby Pan skomentował informacje prof. Marii Doroty Majewskiej związanej z ruchem antyszczepionkowym, dotyczące rzekomej, większej umieralności dzieci, które zostały zaszczepione przeciwko pneumokokom? Takie dane były rozpowszechniane przez antyszczepionkowców i znachorów.

Nie tylko lekarze zdają sobie sprawę, że pierwsze miesiące życia to okres najwyższej śmiertelności u dzieci. Szczepienia w tym newralgicznym momencie mają za zadanie zmniejszyć zachorowalność i zwiększyć przeżywalność. To najbardziej krytyczny czas dla dziecka i szczepienia służą między innymi temu, aby to ryzyko zmniejszyć. Oczywiście, że zdarzają się przypadki, w których dziecko umiera w pierwszych 6 miesiącach. Nie ma jednak dowodów na z wiązek pomiędzy szczepieniami, a śmiercią tych dzieci. Wiedzę taką czerpiemy z ogromnej ilości badań epidemiologicznych, a nie z otwartej dla wszystkich bazy danych. Baza VAERS zawiera bowiem luźny zbiór danych. Jest to zbiór ogólnodostępny dla każdego. Wszyscy mogą raportować działania niepożądane. Zgłoszenia nie są jednak weryfikowane. Baza zawiera zgłoszone przypadki dowolnych działań niepożądanych, bez wnikania w korelację szczepionki ze zgłaszanym działaniem niepożądanym. Innymi słowy, dzięki tej bazie możemy przeanalizować dane historyczne, które powiedzą nam czy nie ma jakiegoś zdarzenia, które ma związek z danym szczepieniem.  Niestety, profesor Majewska, która ma pewien dorobek naukowy, ale zdecydowanie nie jest ekspertem z zakresu wakcynologii, wyciąga z tych danych błędne wnioski. Tak luźne powiązanie dwóch danych statystycznych, bez uwzględnienia innych czynników nawet dla laika jest wątpliwe. Dzięki powszechnym danym epidemiologicznym wiemy, że szczepienia przeciwko pneumokokom znacząco zmniejszają zachorowalność na zakażenia wywołane tymi patogenami. Ponadto, mamy pewne doświadczenie w szczepieniu przeciwko pneumokokom w Polsce i żadne dane nie potwierdzają tego, co jest zgłoszone w VAERS. Większa umieralność w pierwszych miesiąca życia jest czymś naturalnym, ale niestety wiele osób rozumie połączenie takich danych opacznie.

Wywiad w oryginale: http://natemat.pl/199685,mordercze-pneumokoki-czy-mordercze-szczepionki-lekarz-wyjasnia-co-jest-bardziej-szkodliwe-dla-dzieci

Chcesz być na bieżąco? Zapraszam na mój fan page na Facebooku: @nieZdrowyBiznes

Udostępnij
2 komentarze
  1. Dobrze ujęty temat. Tekst czyta się świetnie.

  2. Merytorycznie i konkretnie. Świetny tekst.